Dziś przyszły książki. Dwadzieścia sztuk pięknych książeczek, moja pierwsza powieść. A już się wydawało, że całkiem zaginęły...
Siedzę nad Wisłą na bulwarze i wsłuchuję się w szum drzew i wody. Wisła wzburzona, bo choć piękna pogoda, to wiatr silny.
Szum drzew to pierwszy dźwięk jaki pamiętam z dzieciństwa. To wyjaśnia być może, dlaczego tak lubię być nad morzem - szum morza przypomina szum drzew.
S. poszedł wypatrywać zimorodka, a ja czuję się dziś wyjątkowo marnie i po przejściu naszego stałego treningu schodkowego po prostu się zbuntowałam.
Rozłożyłam sobie kocyk, ułożyłam się na plecach, zamknęłam oczy i wsłuchiwałam w monotonny szum miasta w tle różnych dźwięków przyrody. No, może nie tak różnych, bo na bulwarach słychać głównie mewy i wrony.
Dziś po raz pierwszy zobaczyliśmy większą grupę rybitw - przedwczoraj były tylko mewy śmieszki.
Najważniejsze jednak, że przyszły książki. Nareszcie!
Pewne kłopoty z tego opóźnienia wynikły, bo firma w ramach rekompensaty za zgubioną przesyłkę wysłała mi kolejne 20 egzemplarzy. Ekspresem. I za darmo!
Teraz będę musiała do nich napisać i zapłacić pewnie też. W sumie D2D postąpiło bardzo elegancko, więc ja też powinnam. 😭
Może jak wstawię książki na Allegro to pójdą szybciej? W każdym razie mogę działać!