Substack na równi pochyłej
Dyskusja na Substacku o tym, czym jest tenże, nabrała dynamizmu. Nie chcę w niej uczestniczyć, boję się, że przerodzi się w awanturę.
Moim zdaniem Substack traci swą wyjątkową pozycję na rzecz kolejnej platformy social mediów. wkrótce zaleje go tłum celebrytów z Instagrama i YouTube, a pisarze będą musieli się przenieść na jakąś jego alternatywę.
Tylko czy taka powstanie? Substack był dobrze pomyślany w swej pierwszej wersji, jako medium dla dłuższych tekstów. Felietonów, esejów, fikcji. Dla publicystów i pisarzy. Tymczasem rok temu ktoś tam wpadł na pomysł, żeby to medium ożywić, uatrakcyjnić za pomocą notek, rolek i tym podobnych cudeniek, a to od razu zapaliło w umysłach niektórych neon z napisem "OKAZJA".
Bo świat skręcił jakiś czas na takie właśnie tory. Nie liczy się nic poza okazją. Reklamy nie namawiają do kupowania dobrych rzeczy, ale rzeczy tanich. Okazja stała się motywem przewodnim handlu, a stąd już tylko krok do przeniesienia tej "wartości" do życia.
Zajrzałam wczoraj na profil substackowy jakiegoś młodego człowieka, który zaczął pisać na tym portalu w maju. Ma ponad 3 tys. subskrybentów. Skąd? Oczywiście przeniósł ich z Instagrama. Ja po dwóch latach mam 170ciu. Jak mam konkurować o widoczność z kimś takim? Przecież nawet najgłupszy algorytm zauważy dwudziestokrotną różnicę.
Bo to nieprawda, że Substack nie ma algorytmów kierujących ruchem czytelników. Może było tak na początku, ale zmiany sprzed roku dotknęły również tej sfery.

I jeśli ktoś tego nie zmieni na Substacku, serwis ten będzie się osuwał w stronę zwykłych SM. Kolejnych mediów do scrollowania.