Byliśmy wczoraj na imieninach Miłej. Było zaledwie kilka osób, bo właściwą impreza ma się odbyć za tydzień, my jednak wybieramy się wtedy do Jerzego. Było sympatycznie, siedzieliśmy w kuchni, a Miłka smażyła placki kartoflane. Okazuje się, że wszyscy je lubią!
Ostatni egzemplarz Amber trafił do Uli K., kiedy dostanę kolejne - nie wiadomo, bo Royal Mail zgubił moje zamówienie. Tego się po nich nie spodziewałam.
Od kiedy trzęsą mi się dłonie, nie lubię się podpisywać, a dedykację w książce uważam za psucie tejże. Niestety Ula zażyczyła sobie dedykację.
Dziś wszakże zdołaliśmy udać się na przejażdżkę rowerową z K. Jak się domyślacie tempo nie było zbyt szybkie, w rezultacie po 17 km pupa bolała jak po 40.
Wróciliśmy dość zmęczeni.
Udało nam się zobaczyć stadko łań, niestety dość daleko.
Aut. MISBetley, CC-BY-ND