Mastodon

Dom Peonii

Rodzinne wspomnienia

Za długi język to słabość. Siła przejawia się w skrywaniu własnej przeszłości, nawet gdy nie ma nic do ukrycia. Moc człowieka bierze się z półcieni, z jego tylko na poły dostrzeżonych ruchów, z nieodgadnionego wyrazu twarzy. "W komnatach Wolf Hall", Hilary Mantel

Moda się zrobiła na otwartość. Niby że tylko wtedy jest się autentycznym, kiedy wylewa się wszystkie myśli i uczucia publicznie. A mnie do funkcjonowania potrzebna jest sfera intymności, miejsce, gdzie mogę się schować przed ludźmi, nawet przed najbliższymi, nie na długo, na chwilę, która pozwoli mi przemyśleć nurtujący mnie problem.
Nie sądzę, aby publiczne opowiadanie o swoich problemach wnosiło coś dobrego w życie człowieka. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy powszechnie chorujemy na brak prywatności. To samo tyczy się wspomnień. Są wspomnienia, którymi łatwo się podzielić, są wspomnienia, którymi można się podzielić, choć nie jest to łatwe, ale są też takie, które wypuszczone w świat działają jak trucizna. I te powinien człowiek zostawić dla siebie, upchnąć się gdzieś w dolnej szufladzie pamięci, a może nawet spróbować wyrzucić.
I nie chodzi tu o to, że taka tajemniczość daje człowiekowi jakąś moc jak w cytacie - znam osoby, które kreują się na tajemnicze, a w rezultacie są po prostu zabawne – ale o to, że człowiek funkcjonujący w społeczeństwie musi się liczyć z odbiorem tych słów przez innych ludzi.


Zawsze zastanawiało mnie, kiedy byłam młoda, dlaczego ludzie, którzy mieli życie wypełnione zdarzeniami aż po brzegi, jak mawia moja przyjaciółka "po kokardy", wcale nie rwą się do opowiadania o tym życiu. Ludziom młodym wydaje się, że życie wypełnione zdarzeniami musi być interesujące. Tymczasem bardzo często jest tak, że te zdarzenia są po prostu złe, tragiczne, a człowiek, który w nich uczestniczył po prostu upycha je gdzieś głęboko na dnie szuflady pamięci i stara się o nich nie pamiętać.
Tak było w przypadku mojego taty, który przeżył dwie wojny na froncie i tylko niektóre historie z tamtych czasów chciał nam opowiedzieć. Tata, który był znakomitym facecjonistą, nie lubił opowiadać o wydarzeniach tragicznych, w których uczestniczył, jeśli nie miały szczęśliwego zakończenia lub nie zawierały pierwiastków humorystycznych. Mam wrażenie, że śmierć go przytłaczała tym bardziej, że sam był bardzo energiczny i żywotny.
Kiedy umarł, na jego pogrzeb przyszły setki ludzi, choć przecież nie był osobą publiczną i tylko znany był ze swego dobrego charakteru i humoru.

Po prostu poprawiał ludziom życie, dając im trochę radości. I może na tym polega prawdziwa moc opowiadaczy różnych historii.

Alfred_carskie_small_border
Alfred w wojsku carskim,
I wojna światowa, archiwum rodzinne
©

Bardzo chciałabym opowiedzieć niektóre historie, które usłyszałam od mojego ojca. Kilka z nich już umieściłam w zbiorku opowiadań pod tytułem "Cudze wspomnienia". Nie, nie szukajcie go w księgarni, to tylko kategoria na Substacku. Ciągle krępuje mnie umieszczanie czyjejś historii w realiach historycznych, zwłaszcza że nie mam jak poprosić o zgodę. Choć właściwie teraz, po prawie 60 latach, ani tata, ani mama nie mieliby pewnie nic przeciw temu, abym zaczęła spisywanie historii mojego ojca.



Last 3 posts


Say something

#dziennik #polish #wspomnienia