
To był bardzo interesujący temat. Szczególnie dla kogoś tak zainteresowanego średniowieczem i północą Europą jak ja.
Pamiętam moje zdziwienie, gdy dostrzegłam tę rzeźbę na wieży kościoła. Dla osoby wychowanej w Polsce, kraju przesiąkniętym pruderią, widok rzeźby nagiej kobiety w rozkroku na ścianie kościoła wydaje się halucynacją.
A jednak tam była. Sheela na Gig, celtycka starucha, której funkcja, rola do dziś nie została wyjaśniona. Opiekunka? Kusicielka? Ostrzeżenie przed złem? A może tarcza przed szatanem?
Jak to się stało, że taka "obsceniczna" rzeźba trafiła na ściany zamków i kościołów? Czy moc dawnych wierzeń była wśród ludzi tak silna, że nawet potężny kościół nie odważył się wymazać Staruchy z pamięci miejscowych?
To był temat wart lepszego potraktowania. Skupiłam się na badaniach naukowych i w rezultacie tekst wyszedł dość suchy. A przecież powinnam dać wyraz mojemu zdziwieniu i... zachwytowi!
Tak dzieje się, gdy bardzo chce się coś napisać, gdy człowiek czuje się zobowiązany coś napisać, bo już dawno nic nie pisał, bo subskrybenci, bo nie wypada zaniedbywać. A przecież nawet nie wiem, czy ktokolwiek by zauważył, gdybym nie pisała przez miesiąc. Dlatego nie jestem zadowolona z tego tekstu. Choć myślę, że za drugim razem napiszę o Sheeli opowiadanie.