
Jak bardzo należę do przeszłości, świadczy to, jak bardzo nie zgadzam się z poglądami moich synów. Na ogół zgadzamy się w kwestiach podstawowych, nigdy się zresztą nie kłócimy, ale ich spojrzenie na świat jest tak odmienne, że czasem myślę sobie "czas do piachu". Może to nawet jest prawda bardziej ogólna — starzy ludzie są tu coraz mniej potrzebni. Starość nie daje żadnej przewagi w dzisiejszych czasach, jest tylko kulą u nogi, zarówno dla starych, jak i młodych.
Różni nas prawie wszystko: wiek, muzyka, książki, które czytamy. Czasem nas coś połączy i wtedy jest świetnie, ale zazwyczaj nie są to poglądy na politykę czy społeczeństwo. Zwykle to przyroda albo jakieś marzenia — te jeszcze czasem nas łączą.
Czy chciałabym być w ich wieku, z ich postrzeganiem świata? Chyba nie, bo wciąż mi się wydaje, że mimo swego wykształcenia, sukcesów i ogólnie prawego charakteru coś tracą, coś, co nam się udało złapać w odpowiednim momencie.
Bo przecież niektóre szanse przemijają bezpowrotnie, i to niezależnie od ogólnego dobrostanu człowieka. Ale cóż, moje słowa są jak szept starego suflera — ledwie go słychać, pomylił okulary, a do tego zapomniał, że to nie Hamlet tylko Komedia omyłek.
Zagraj to jeszcze raz, Sam -
niech nam zaszumi młodość w głowie,
a ja ci wtedy może, Samie,
najzwyczajniejszą z miłości opowiem.
Tyle lat zwyczajności Samie,
zagraj to, zagraj dla mnie,
niech się to życie w piosenkę zmieni -
dla chóru cieni…
Zagraj to jeszcze raz, Sam -
uderz palcami w klawisze,
a ja ci wtedy może, Samie
zwyczajne życie opiszę.
Tyle lat zwyczajności, Samie,
zagraj to, zagraj dla mnie,
niech się to życie w piosenkę zmieni -
dla chóru cieni…
Wyciągnij z melodii ból,
rozpacz, cierpienie, rozstanie!
Graj, graj ten ostatni raz,
moją piosenkę, Samie…