Co gorsze, hipokryzja czy zaślepienie?
Uczciwość nie popłaca (przysłowie polskie)
Kiedy Tokarczuk powiedziała, że korzysta z AI do burzy mózgów wylał się na nią hejt jeszcze większy, niż kiedy ja przyznałam, że korzystam z takiej pomocy do badań i analiz historycznych. Nie dziwota, skoro jestem przy niej jak maleńki szczeniaczek przy bernardynie. Mały dostaje kapciem, duży kijem. Jak się domyślacie, problem leży w zdolności do obrony, która wpływa na liczbę chętnych do dłuższego stosowania przemocy.
Jako selfpublisher jestem przyzwyczajona do tego, że wrzuca się moje książki do działu "badziewie" bez czytania. Trudno, powtarzam sobie, że to nieczytelnik na tym traci. Nobla nie zdobędę, ale piszę całkiem przyzwoicie. I przyznaję się do korzystania z AI jako narzędzia zdobywania wiedzy. Wychowana w szacunku dla nauki i wynalazków nie umiem odciąć się od najnowszych zdobyczy technologicznych prostym stwierdzeniem: ja tego nie używam. To byłaby hipokryzja. Używamy tego co dzień i co chwilę. Ja, ty, on. Za żadną inteligentną maszyną nie siedzi krasnoludek sterujący, ale właśnie sztuczna inteligencja, czyli złożona sieć neuronowa, system zbudowany z warstw prostych jednostek obliczeniowych — neuronów — które przekazują sobie sygnały jak w odwrotności zabawy w głuchy telefon, tylko odwrotnie: sygnał końcowy ma być bardziej wyraźny niż początkowy. Ja to wiem i przyjmuję do wiadomości konsekwencje, łącznie z hejtem
Jasne, w sumie nie wiemy do końca, co tam się dzieje. Pracują nad tym naukowcy, miedzy innymi małżeństwo Betleyów z Warszawy. Ale tak jest z każdym wynalazkiem. Od ludzi zależy, czy skończy jako bomba czy elektrownia.
Wracając do tytułowej uczciwości. Ten świat stosuje uczciwość wybiórczo. Ewentualnie wybiórczą uczciwość. Rzadko uczciwość sauté. Zawsze tak było.
Mnisi kopiści, którzy odmówili nauki obsługi prasy drukarskiej — bo to rzemiosło, nie sztuka — po prostu przestali być potrzebni. Pismo ręczne, inkunabuły, zdolność tworzenia ksiąg, które są dziełami sztuki zanikły. Druk zwyciężył.
Te gazety, które powiedziały to nie jest prawdziwe dziennikarstwo — w większości nie istnieją. Te, które weszły wcześnie, z bólem, ale jednak — jeszcze się trzymają. Część ewidentnie planuje się całkiem przenieść do Internetu, bo jak wyjaśnić namawianie do oglądania znanej radiowej audycji na YouTube?
Gdzie zatem ta uczciwość się chowa? Czemu nie powiedzieć uczciwie, widzę zagrożenie, ale jako inteligentny człowiek, żyjący w erze technologicznej, postaram się sprostać wyzwaniom, nie będę chował głowy w piasek. Nauczę się obsługi, poznam zagrożenia, a dzięki temu będę umiał przeciwstawić się niewłaściwemu stosowaniu.
Nobel wynalazł dynamit z myślą o górnictwie. Przez dekady selektywnie nie zauważał, co ten jego wynalazek robi na polach bitew. Jeszcze za jego życia nazwano go handlarzem śmiercią. Nagrody Nobla to w pewnym sensie prywatny akt pokuty za publiczną nieuczciwość.
Argumentacja typu nie lubię tego albo to okropne nie jest lepsza od udawania, że nie ma problemu. Gdy Simpson zastosował chloroform, by ulżyć kobietom w ciężkich porodach, teolodzy kościelni protestowali: To złe! Bóg przecież mówi: w bólu będziesz rodziła.
Opór zniknął, gdy królowa Wiktoria przyjęła chloroform przy ósmym porodzie. Teologia ustąpiła precedensowi, a Kościół nie protestował - prostu przestali mówić, że Bóg chce, by kobiety cierpiały.
Nikt nie przyznał, że przez dekady używał Księgi Rodzaju jako narzędzia kontroli, a nie teologii. Typowy przykład manipulowania wartościowym odkryciem. Uczciwość stosowana wybiórczo? Wiem, że coś jest dobre, ale tego nie stosuję. Wiem, że jest złe, ale się przydaje (Nobel).
A wybiórcza uczciwość? Bierut był uczciwy w stosunku do swoich przekonań, podpisywał wyroki śmierci na akowców dlatego, że tego wymagała jego uczciwość wobec drogi, którą przyjął z pełnym przekonaniem. Nie był hipokrytą. Wybrał złą drogę, bo miał od początku złą mapę. Nie dopuszczał myśli, że może być zła. Jak człowiek, który brnie zbrodnię, bo wierzy, że liczy się tylko cel.
Co gorsze? Gdy rozważamy to pytanie w odniesieniu do jednostki, to pierwsze - hipokryzja - jest mniej szkodliwa. Pojedynczy hipokryta może się zmienić, może odkupić błędy, ustanowić nagrodę z własnego funduszu. Nobel tak zrobił. Ale człowiek chowający głowę w piasek i głęboko przekonany, że postępuje dobrze, gdy postępuje źle to kompletna klęska. Fundamentalizm i doktrynerstwo, a wreszcie aktywny fanatyzm mogą przynieść większe szkody.
Ale gdy spojrzymy na naszych negatywnych bohaterów en mass, to się wyrównuje! Hipokryzja instytucjonalna jest równie szkodliwa jak fanatyzm i fundamentalizm.
I gdzie mnie to doprowadziło w mych rozważaniach o hejcie dużym i małym? No, cóż, chyba do konkluzji, którą można streścić tak:
Hipokryzja pewnie istniała zawsze, na co dowodem strusie, ale zła mapa to stosunkowo niedawny, w pełni ludzki wynalazek. A więc trzymanie się mapy, fundamentu ludzkich wyborów, może prowadzić na manowce.
PS. Ja wiem, że strusie nie… Jestem biologiem. Ale przecież wiadomo, o co chodzi…
!