Mastodon

Obok

Zdziczeć w stolicy / calmly go wild in Warsaw pl / en

Całkiem spokojnie mogłabym zdziczeć. Annie Dillard, Teaching a Stone to Talk

A jakże, właśnie tak. W otoczeniu przyrody czuję się bezpiecznie. Nie czuję niepokoju, wchodząc do lasu, gdy patrzę na góry czuje lekki, w połączeniu z szacunkiem. Morze napawa mnie lękiem, owszem, ale też budzi we mnie moje najskrytsze marzenia. Ale...

Żurawie w Parku Kampinoskim

No właśnie. Mogłabym zdziczeć, żyć w takim miejscu i nie widywać ludzi - oprócz męża, który też chętnie by zdziczał. Mały drewniany domek, dwa rowery, samochód na zakupy i do lekarza.

Jest tylko jeden problem: nie mamy gdzie zdziczeć. Okolice Warszawy to jeden wielki plac budowy. Otulina Parku Kampinoskiego przestaje istnieć: chętni do "obcowania z przyrodą" (sic!) budują tam domy, bungalowy, raczej, dworki, a nawet pałace. Gdzie tam miejsce dla małego drewnianego domku dla dwojga staruszków?

W Polsce bum budowlany zawsze znaczy, że ludzie mają za dużo pieniędzy. Już tak bywało — w latach dziewięćdziesiątych przy drogach wyjazdowych z miast powstawały domy-zamki z wieżyczkami, loggiami i balkonami w stylu arabsko-romańsko-gotyckim. Część z nich nigdy nie została ukończona, część cieszy oko wielbicieli architektury w stylu domu Muminków. Niektóre twory, jak słynny samowolny Czarny Kot w Warszawie, zostały rozebrane, ku uciesze gawiedzi i rozpaczy (jak mniemam) użytkowników ceniących sobie architektoniczny gust Gargamela.

Teraz to samo dzieje się wokół Parku Kampinoskiego: rezydencje z basenem i podjazdem wyłożonym granitem, półtorametrowej wysokości ogrodzenia, zasieki żyletkowe i parkany pod prądem. Przesadzam? Ech, zobaczycie, co tam będzie za 5 lat. Już to widziałam.

A potem zdziwienie, skąd dziki i lisy w mieście? W mieście, a zwłaszcza w dzielnicach centralnych, nie ma płotów i zasieków. PRL-owskie parkany, otaczające porośnięte chwastami posesje bezskutecznie czekające na ustawę reprywatyzacyjną, dawno przerdzewiały i nie stanowią już żadnych barier dla dzikich zwierząt.

Te zaś wkrótce przeniosą się całkiem do miasta, bo czują , że to raj na ziemi. Tyle tu śmieci, niezjedzone pizze, kości, resztki jedzenia. Żyć nie umierać, tym bardziej, że w lasach susza, jedzenia mało.

Powązki 2013-04-14 041~2

Nie bez przyczyny tyle wron w Warszawie - to inteligentne zwierzęta, podobnie jak dziki i lisy.

Więc może jednak lepiej zostaniemy na Woli. Wkrótce będzie tu dużo leśnych zwierząt. Już teraz są lisy, jeże, sąsiadka mówi, że z okna widziała dzika. Zdziczejemy tu sobie całkiem spokojnie, gdy ludzie wyniosą się do parku narodowego.


EN

I could very calmly go wild. — Annie Dillard, Teaching a Stone to Talk

But of course. Precisely. In nature, I feel safe. I feel no anxiety walking into a forest; looking at mountains, I feel light — mixed with awe. The sea fills me with dread, yes, but it also stirs my most secret dreams. But...

Yes, exactly. I could go wild, live somewhere like that and never see people — except my husband, who would also gladly go wild. A small wooden house, two bicycles, a car for shopping and the doctor. There is just one problem: we have nowhere to go wild. The Warsaw surroundings are one enormous building site. The buffer zone of Kampinos National Park is ceasing to exist: those eager to "commune with nature" (sic!) are building houses there — bungalows, manor houses, even palaces. Where would a small wooden house for two old people fit in?

In Poland, a construction boom always means people have too much money. It has happened before — in the nineties, castle-houses with turrets, loggias and balconies in an Arab-Romanesque-Gothic style sprang up along every road out of town. Some were never finished; some continue to delight fans of Moomin-house architecture. Certain creations, like the notorious illegal Black Cat hotel in Warsaw, were eventually demolished — to the delight of the rabble and, I imagine, the despair of those who appreciated Gargamel's architectural vision.

Now the same is happening around Kampinos: residences with pools and granite-paved driveways, five-foot fences, razor wire, electrified palisades. Am I exaggerating? Oh, just wait and see what's there in five years. I've seen it before.

And then the surprise — where do all the boars and foxes in the city come from? In the city, especially in the central districts, there are no fences or wire. The communist-era railings surrounding weed-choked properties waiting hopelessly for a reprivatisation act have long since rusted through and no longer form any barrier for wildlife.

And so the animals will soon move into the city altogether, because they sense it's paradise on earth. So much rubbish, uneaten pizza, bones, scraps. Not a bad life — especially when the forests are parched and food is scarce.

There's a reason Warsaw is full of crows. They're intelligent animals, just like boars and foxes.

So perhaps we're better off staying in Wola after all. Soon there will be plenty of forest animals here. There are already foxes and hedgehogs; the neighbour says she spotted a boar from her window. We'll go quite calmly go wild right here, once people have moved out to the national park.



#dziennik #english #polish