Sukcesy i nadzieje
Jest coś zabawnego w tym, że można tu pisać, a właściwie nikt tego nie czyta.
Skończyłam powieść AMBER, zaczynam robić porządki w tekstach, które się przez nią nagromadziły, bo przecież nie miałam czasu na nic innego. A może miałam, tylko znalazłam sobie wygodne wytłumaczenie. Teraz wielkimi krokami zbliża się jesień - a z nią albo realizacja moich przed wakacyjnych planów, albo powrót do starej rutyny.
Pisanie na Substack.com i media w postaci Bluesky i Mastodon zupełnie mi wystarczają za kontakty internetowe; moja obecność na Instagramie jest raczej rudymentalna. Facebook co prawda nadal wisi wśród moich aplikacji, ale skoro mam tam strony, to nie mogę się tak po prostu wypisać. Za to założyłam konto na Patronite, Nie wiem, czy coś z tego wyjdzie, ale wydaje mi się, że to dobry pomysł.
Tak powiedział jeden facet, gdy go spytali, czemu na golasa wskoczył w gąszcz kaktusów. "Wydawało mi się, że to dobry pomysł".
🌵🌵🌵
Strona: Malarz Jan Betley
Sporo czasu minęło, zanim znów nabrałam ochoty na pisanie bloga. Nie warto pisać o przyczynach, w moim wieku te przyczyny są zwykle mało interesujące. Nie lubię pisać o chorobach i niepowodzeniach. To zapisuję zwykle w na papierze.
AMBER uważam za sukces. Już samo to, że zdołałam ten projekt doprowadzić do końca jest sukcesem. Pewnie pomogło to, że pisałam w odcinkach, a wiedziałam, że kilka osób czyta — nie wypadało ich zostawić bez zakończenia.
Książeczka nie jest wielka, ale zakończona. Poza Naffy.io sprzedaję ją też na serwerach zagranicznych. Nie reklamuję jej za bardzo - nie umiem. Poza tym teraz każdy pisze książki, jak mam się przepchać do przodu?
Odpowiedz Skomentuj Do góry ____________________________