Przerwa w pisaniu wymuszona potrzebą zabiegów marketingowych
– No wiesz, życie jest takie krótkie. Trzeba robić coś, co się lubi. Przynajmniej czasami.
– Masz rację, też bym się napił...
Wyciszyłam się na Substacku na dwa miesiące. Muszę zrobić pewne rzeczy, a Substack jest dość absorbujący. Potrzebuję oddechu od poważnego pisania. Chyba jednak nie jestem pisarką z krwi i kości. Lubię zbyt wiele innych rzeczy: ceramika, fotografia, rower. Zawsze brakowało mi determinacji, żeby wybrać jedno hobby. Świat jest taki ciekawy. Żebym chociaż była całkiem zniedołężniała fizycznie, ale nie, jeszcze sobie po górkach śmigam (no prawie).

Co ciekawe, po raz kolejny stwierdzam, że nie potrzebuję też social mediów. Tu jednak jest haczyk. Postanowiłam bowiem lepiej rozreklamować "Amber", bo sprzedaż leży. W sumie nawet się nie dziwię: książka niszowa, po polsku, o Szkocji, do tego o kobietach... Bez seksu, bez polityki? Kogo to może w Polsce zainteresować?
Mam na moją przerwę pisarską rozległe plany. Muszę wprowadzić "Amber" do Goodreads i innych podobnych serwerów, stworzyć jakąś rolkę na YouTube, zaistnieć w mediach, z których uciekłam, bo myślałam, że media nie main streamowe pomogą mi w nagłośnieniu mojej książki. Ale to był błąd. Mastodon jest ok, ale do small talku bez zobowiązań. Bluesky podobnie. Ludzie mają swoje sprawy, swoje problemy.
Miło, jak czasem ktoś zauważy staruszkę, ale żeby czytać i/lub reklamować jej książki, to już przesada.
Stare powiedzenie, chyba rodem z "Piątego elementu", mowi: Jak chcesz, żeby coś było zrobione dobrze, zrób to sam.
No nie wiem, czy umiem to zrobić dobrze. Nie znam się na marketingu, sprzedaży, handlu, wszystkich tych zabiegach, które mają na celu wcisnąć ludziom rzeczy, których oni nie potrzebują. Nie umiem zabiegać, prosić, namawiać. Odmowa zamyka mi usta.
Nie gnę się jak trzcina na wietrze, ale łamię jak dojrzałe źdźbło pozbawione wsparcia.
