Pogrzeb
Jestem już w tym wieku, że częściej spotykam ludzi na pogrzebach niż przy biesiadnym stole. Abstrahując od smutnej okazji, takie luźne, chwilowe spotkania bardziej mi teraz pasują. Widzę, że są, mają się dobrze, nawet czasem są zaskakująco radośni w tej sytuacji. I jakoś to mi wystarcza.
Dawno już stwierdziliśmy z S., że jesteśmy dziwakami i nie mamy wielu wspólnych tematów, nawet z rodziną. A dziś jest pogrzeb A., którego znaliśmy stosunkowo krótko. Miły facet, szkoda go, szkoda K., szkoda tej małej stabilizacji, którą sobie wypracowali.