Za tym ostatnim czaił się następny,
Za nim kolejny, jeszcze chwilę niedostępny -
Biegł bez wytchnienia, droga ciągle kręta,
Lecz przecież wyprostuje się po tych zakrętach.
To nadzieja pchała go do biegu,
Po zakręcie pewnie będzie prosta
Lecz gdy mijał go, widział jasno,
Że mu jeszcze jeden zakręt został.
Mięśnie z żelaza, więc biegł bez ustanku,
Pot zlewał czoło, serce mocno biło,
Nie czuł pragnienia.
Ta myśl go żywiła,
Że za zakrętem już zazna wytchnienia.
Ostatni zakręt, znów ostatni zakręt,
Biegł doń z nadzieją, że już tylko jeden został
Że za zakrętem droga zmieni kształt -
Że wreszcie, do cholery, będzie prosta.
Nagle zrozumiał, że nie cel, lecz droga,
Napędza mięśnie i dodaje siły -
Że bez zakrętów nie ma też nadziei
Że ważne, żeby te zakręty były.
Kiedy znaleźli go, leżał na poboczu,
Nie wyrobił się na łuku — kpił policjant,
Lecz zaraz zamilkł, kiedy mu spojrzał w oczy,
Bo uderzyło go, co w nich wyczytał.
Ostatni zakręt, ten ostatni zakręt,
Biegł doń z nadzieją, że już tylko jeden został
A za zakrętem droga zmieniła swój kształt -
I się zrobiła tak beznadziejnie prosta.
Ostatni zakręt, po co dalej biec,
Gdy jak na dłoni widać resztę życia,
Gdy zakręt już nie czeka żaden nas,
Co tak naprawdę był istotą bycia.