Wczoraj obchodziliśmy imieniny Jurka. Świetnie się trzyma, choć jest coraz szczuplejszy. Zawsze był chudy.
Spotkaliśmy się w podobnym składzie co zwykle, ale przyszedł też Jan. Trochę opowiadał o swoich badaniach, bardzo ciekawie i przystępnie. Kiedy mówi, widać że się na tym zna i robi, co może, żeby ułatwić zrozumienie innym.
Rafał przyszedł skatowany dietą oczyszczającą zaordynowaną przez Magdę - po pięciu dniach picia wody tylko wyglądał kiepsko. W sumie się nie dziwię.
Zaczęłam pisać nową powieść. Nie wiem, czy mi się uda ją skończyć, choć cały plot mam już właściwie wymyślony. Jan radzi, żebym ją też pisała w odcinkach i publikowała na Substacku. Problem w tym, że poprzednią książkę opublikowałam i wtedy wszyscy ją przeczytali. A książki nikt nie kupuje. Z nową zrobię tak, że opublikuję dwa rozdziały, a resztę nie - kto będzie ciekaw zakończenia może kupić książkę, prawda?
Jak mawiała ciotka Stanisława: Ech, ty marzycielu, marzycielu...
Rzecz dzieje się w XII i XIII wieku, na Islandii. Będą wikingowie, ale tacy bardziej osiadli, będą dziewczęce marzenia, sławni ludzie i ówcześni celebryci. Będzie też wątek kryminalny. Ale cicho-sza. To wszystko jest już w głowie i "tylko" zapisać. Wolne żarty...
Jutro spróbuję wstawić Amber na Allegro. Ot, tak, z ciekawości. No i przygotuję sobie list do wydawnictwa.