Lubię tu pisać...
Lubię ten blog i myślę, że to dobrze, że nie ma na nim tłoku. Zaskakująco często tu bywam, zwłaszcza gdy pojawiają się problemy z pisaniem piórem. A te pojawiają się co jakiś czas i wtedy pisanie w zeszycie to marnowanie papieru i atramentu.

Byliśmy dziś na pogrzebie dziadka Ani na Cmentarzu Północnym. Pan Eugeniusz miał 92 lata, więc był ze swoją rodziną długo. Trochę im zazdroszczę - ja nigdy żadnego mojego dziadka nie widziałam. Podobno dziadek M...ski zdążył mnie zobaczyć przed śmiercią, niestety ja go nie pamiętam. Byłam malutka.
Dlatego powiedziałam dziś F., gdy był smutny, że to fajnie, że dziadek był z nimi tak długo.
Pogrzeb był ładny, B. załatwiła wszystko znakomicie; powiedziała też kilka bardzo miłych słów o swoim teściu; bezpretensjonalnie i nawet ze smutnym, ale uśmiechem.
Mój siniec rozwinął się w swym pełnym bogactwie kolorystycznym, ból z wolna maleje. Chodziłam dziś w ortezie, ale w tym upale nie było lekko.

To prawie 1/4 pleców. Najpierw bałam się, że połamałam żebra, ale nie. Raczej nie. Mam nadzieję, że wkrótce znów pojadę na rowerku.

Kasia odebrała swoje pierwsze prace ceramiczne. Zdolna bestia. Najważniejsze, że wie, czego chce. Jedyny problem, że nie wie, że to, czego ona chce, nie zawsze jest priorytetem dla naszych szkliw, pieców i... wypiekaczy.
Jednak chętnie bym zamieniła kolory moich pleców na te Kasine.
Previous {{ next_ post }}
Drukowaną powieść "Amber" kupisz w: Jeden koszyk; Allegro. W postaci ebooka: Empik; Naffy;
Odpowiedz Skomentuj Do góry