Koniec tiktokowej przygody
Jeśli się nie wie, że coś, można udawać, że nic.
Niestety, ja już wiem i udawać nie mogę. Tiktok to inny świat i zdecydowanie nie dla mnie. Zdecydowanie. Tak zresztą podejrzewałam, chciałam jednak sprawdzić dlaczego.
Tak już mam, że lubię spróbować i ocenić sama, czy i dlaczego. Dlatego pewnie robię w życiu tyle dziwnych rzeczy. Niektóre tylko raz w życiu, bo od razu widzę, że to nie to.
Tiktok zajął mi więcej i dłużej, bo chciałam zrozumieć jego działanie. Myślę, że zrozumiałam algorytm nim rządzący: w skrócie można go opisać tak: zrób coś szokującego w pierwszej sekundzie filmu, żeby utrzymać uwagę widza na następnych dziesięć sekund, a odniesiesz sukces.
Notabene, największy sukces odnoszą na Tiktoku osoby opowiadające, jak odnieść sukces na Tiktoku, a także różni specjaliści od tego serwisu, którzy udzielają rad w rodzaju: wrzucaj filmy codziennie, a najlepiej kilka razy dziennie. I po wrzuceniu oglądaj filmy innych, komentuj i podbijaj.
Czyli podejmij algorytm pod kolanka, to może ci pozwoli wyjść poza granicę trzystu losowych odwiedzin. Halo, jakich? Losowych?
A ja przecież nie szukam poklasku od losowych ludzi. Szukam ludzi zainteresowanych fikcją historyczną. A także fikcją naukową. Takich, co przeczytają moją książkę i chwilę się nad nią zadumają.
A TikTok nie skłania do żadnej zadumy. Być może są na nim osoby zainteresowane wspomnianymi kategoriami literackimi, ale ja na takie nie trafiłam. Za to trafiłam na miłośników romantazy i fantazy, czarów, czarodziejek, wampirów i duchów. A do tego z kolei mnie nie ciągnie.
Dlatego, skoro już wiem, że nic, nie mogę udawać, że coś.
Skoro wiem, że to strata czasu, nie będę udawać, że to działanie pozytywne i sensowne. Jak wiele uwagi absorbował mi TikTok mogłam poczuć, gdy zamknęłam konto. Przez chwilę nie mogłam się nacieszyć, że mam tyle czasu. Żeby pisać, na blogu na przykład.
Okazało się więc, że naprawdę jestem starej daty, nie umiem się dostosować do tamtej dynamicznej platformy, a właściwie to chyba po prostu NIE CHCĘ.