Mastodon

Obok

Jak zostałam tiktokerką 😤😤😤

Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej...

Jasne, każdy może, nawet taka babcia jak ja. Zgodnie ze starym powiedzeniem "nie święci garnki lepią". Czy chciałam? Nie, ani trochę. Więc dlaczego?

Zapytałam AI, jakie kroki powinnam podjąć jako selfpublisher, aby rozreklamować moją powieść. Dowiedziałam się o Goodreads, Lubimy czytać i... o TikToku. Że na TikToku jest grupa entuzjastów czytania, że warto do nich dołączyć, że działają prężnie.

Nie ucieszyłam się, bo do teraz nie miałam pojęcia, jak ten serwis działa. Nie kojarzył mi się jednak z żadną czynnością intelektualną, raczej z dzieciakami, które wylewają sobie na głowę kubeł lodowatej wody.

Dostałam garść instrukcji od Klaudiusza i dzielnie zadebiutowałam pierwszym filmikiem. I wiecie co? Nawet to polubiłam. Bo ile razy można pisać o swojej książce? Ile można namawiać, żeby ją ktoś kupił? Nikt się nie kwapi, w sumie mnie to nie dziwi - tyle się teraz piszę, w tysiącach nowych kategorii, a ja tu wjeżdżam z książeczką bez jednorożców, wampirów, smoków i czarodziejek. Nudna jestem z tym moim przywiązaniem do realizmu. Realizm jest nudny... To dość bolesne zdać sobie sprawę z własnych ograniczeń.

Realizm magiczny jest nudny

A robienie filmików jest fajne. Można podłożyć głos, albo tekst pisany, wrzucić jakąś ciekawostkę. I juz masz zasięg... Dwudziestu widzów - wow, to z pewnością poprawi widoczność mojej powieści w necie 🤣. Ale jest jak jest. Ważne, żebym zrobiła, co mogę.

Oczywiście, od razu zgłosiła się do mnie jakaś dziewoja, z ofertą "zmonetyzowania" mojego konta. Mojego świeżutkiego, malutkiego konta. Za ledwie 200€. Znaczy takie małe zondacrypto dla ubogich. Dziewoja była namolna - no cóż, pewnie jest lepszym marketerem ode mnie.

TikTok 👣


#dziennik #polish #tiktok