Mastodon

Obok

A producenci pacek zbankrutują

Znów zaczęłam pisać piórem, bo ręce mniej mi się trzęsą i nareszcie mogę pisać bez zdenerwowania. Na jak długo mi się poprawi? I czy to naczynia połączone i pamięć też będzie lepsza?

Dzisiaj o 12-tej wybieramy się na rower, nad Wisłę. Postawili tam drewniane „leżaki”, które lubimy zajmować.

Pojechaliśmy nad Wisłę, poleżeliśmy na „naszych” leżakach. Stach wziął aparat, dlatego żaden ptak się nie pojawił. Trudno się im dziwić — owadów jak na lekarstwo. To na razie najdobitniej uzewnętrzniające się następstwo zmiany klimatu — dawniej latałam po domu z packą na muchy, których co wieczór było mrowie. Teraz myślę, że producenci pacek wkrótce zbankrutują.

Ludzie się cieszą — fajnie, nie ma much, komarów, nic nie bzyzy koło ucha. A ja w tym widzę katastrofę. Nie będzie ptaków, jerzyków i innych owadożernych. Nawet sikorki potrzebują do życia wsadu mięsnego.

Leżeliśmy na leżakach i patrzyliśmy w górę, na korony drzew nad głowami. Nic się tam nie działo — żadnych bzyczeń, żadnej nadziei na posiłek dla małych braci i przyjaciół świętego Franciszka. Smutne.

Ale może to tylko pojedyncze wrażenie? Może się jeszcze będę od komarów opędzać? No cóż, nie lubię ich, ale dla ptaków się poświęcę...

1000044517


Tu możesz skomentować ten tekst: Skomentuj


#dziennik #polish #polski